Pogorszenie opłacalności produkcji sadowniczej to głównie skutek postępującej otwartości unijnego rynku na produkty pochodzące z krajów trzecich. To właśnie import taniego koncentratu jabłkowego z Chin znacząco pogorszył sytuację finansową przetwórców jabłek a ci poniesione w ubiegłym roku straty zrekompensowali sobie w tym roku proponując sadownikom absurdalnie niskie ceny skupu jabłek przemysłowych. Z kolei niska cena jabłek przemysłowych negatywnie wpłynęła na ceny jabłek konsumpcyjnych a to niestety pogłębi tylko straty sadowników bo koszty wytwarzania, szczególnie ceny środków ochrony roślin dość szybko rosły.
1. Panie pośle. W tym roku tysiące, jeśli nie miliony ton jabłek pozostało w sadach, bo sadownikom nie opłacało się ich zbierać i zawozić do przetwórni. Producenci podnosili następującą kwestię: pomoc unijna dociera przede wszystkim do zakładów przetwórczych, głównie firm ze "starej unii', które zdominowały rynek skupu i stosują swój dyktat cenowy, posługując się wręcz zmową cenową. Postulowano, więc zmianę struktury dotowania rolnictwa, tak, aby pieniądze docierały głównie do sadowników, a ministerstwo rolnictwa mogło skutecznie interweniować na rynku. Czy takie interwencje rządu polskiego w świetle zasad obowiązujących w Unii, albo zmiana struktury dotowania sadownictwa są w ogóle możliwe ?
Pogorszenie opłacalności produkcji sadowniczej to głównie skutek postępującej otwartości unijnego rynku na produkty pochodzące z krajów trzecich. To właśnie import taniego koncentratu jabłkowego z Chin znacząco pogorszył sytuację finansową przetwórców jabłek a ci poniesione w ubiegłym roku straty zrekompensowali sobie w tym roku proponując sadownikom absurdalnie niskie ceny skupu jabłek przemysłowych. Z kolei niska cena jabłek przemysłowych negatywnie wpłynęła na ceny jabłek konsumpcyjnych a to niestety pogłębi tylko straty sadowników bo koszty wytwarzania, szczególnie ceny środków ochrony roślin dość szybko rosły.
Ale to tylko jeden z powodów trudnej sytuacji producentów jabłek. Wydaje się, że Minister Rolnictwa i Rozwoju Wsi nie wykorzystał instrumentów, które miał do swojej dyspozycji aby ograniczyć negatywny wpływ zmowy cenowej przetwórców jabłek na ceny surowców.
Jednym z tych instrumentów jest możliwość wykorzystania Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów. Ma on narzędzia kontrolne do wykrywania nieformalnych porozumień producentów, którzy w ich wyniku dyktują niekorzystne dla producentów ceny. Za udowodnienie tego rodzaju porozumień Urząd może nakładać bardzo wysokie kary, które skutecznie zniechęcają do tego rodzaju praktyk w przyszłości. Kolejne to środki unijne przyznawane przez Ministerstwo Rolnictwa na modernizację przemysłu przetwórczego funkcjonującego w oparciu o surowce rolne. Większość firm z tego sektora występuje o takie środki w okresie programowania 2007 -2013. Jak się wydaje obydwu tych instrumentów minister rolnictwa nie wykorzystał w negocjacjach które prowadził z przetwórcami owoców. Niestety dodatkowe środki mogą docierać do sadowników tylko poprzez grupy producenckie. W skali całej Unii rynek owoców i warzyw jest wspierany kwotą 1 mld euro rocznie, większość tych środków trafia jednak do grup producenckich w krajach starej Unii.
2. Jaka przyszłość czeka naszych producentów wiśni, malin, truskawek, agrestu i porzeczek ? Do tej pory nie udało się bowiem przeforsować objęcia tych grup rolników skuteczną ochroną ze strony Unii Europejskiej.
Po ponad dwuletnich staraniach polskich posłów do Parlamentu Europejskiego Komisja Europejska wprowadziła tzw. ceny minimalne na truskawki pochodzące z krajów trzecich co niewątpliwie wpłynie pozytywnie na sytuację ich plantatorów. Co więcej w ramach reformy rynków rolnych kraje produkujące owoce miękkie uzyskały możliwość przeznaczenia części środków przeznaczonych na Wspólną Politykę Rolną na uruchomienie dodatkowego wsparcia do hektara upraw owoców miękkich. Te posunięcia być może poprawią sytuację plantatorów w następnych latach. Niestety uprawy jabłek tymi dodatkowymi dopłatami nie zostały objęte. Pozostaje więc tylko staranie się o dodatkowe wsparcie za pośrednictwem grup producenckich.
3. Na forum Parlamentu Europejskiego podnosił pan kwestię dysproporcji pomiędzy wysokością dopłat bezpośrednich w krajach "nowej" i "starej" Unii. Czy jest w ogóle szansa na to, że w przyszłości rolnicy z Polski będą mieli takie same warunki konkurowania na jednolitych europejskim rynku jak ich koledzy z Danii, Belgii, czy Holandii ?
Dwukrotnie już zadawałem pytanie w tej kwestii Pani Komisarz do spraw rolnictwa Fischer ? Boel podając przykłady liczbowe silnego zróżnicowania wsparcia do jednego hektara użytków rolnych w starych i nowych krajach członkowskich. Na przykład w Danii jest to około 390 euro, w Niemczech ok. 340 euro, we Francji ok. 260 euro ale w Czechach już tylko ok. 210 euro, w Polsce ok. 190 euro a w Rumunii tylko ok. 130 euro. Co więcej według propozycji Komisji Europejskiej to zróżnicowanie miałoby być utrzymane także po 2013 roku.
W sytuacji kiedy po 2013 roku zamierza się oddzielić ostatecznie dopłaty bezpośrednie od produkcji, a koszty produkcji w nowych i starych krajach członkowskich całkowicie się wyrównają utrzymanie tak wysokiego zróżnicowania nie wytrzymuje krytyki. W przyjętym ostatnio sprawozdaniu dotyczącym przeglądu Wspólnej Polityki Rolnej znalazły się sugestie Parlamentu zakazujące dyskryminacji rolnictwa w nowych krajach członkowskich. Mam nadzieję, że te sugestie na tyle zainspirują Komisję Europejską aby wyszła z propozycją stopniowego wyrównywania dopłat pomiędzy starymi i nowymi państwami czlonkowskimi.
4. Objęcie polskiego rolnictwa wspólną polityką rolną nie zmniejszyło zróżnicowania dochodów rolniczych na polskiej wsi, czy zagrożenia ubóstwem. Właściciele niewielkich gospodarstw zwyczajnie nie mają szans na to, aby powiększyć swoje gospodarstwo, albo skorzystać z dopłat na zakup maszyn rolniczych. Czy widzi pan jakieś rozwiązanie tego trudnego problemu społecznego ?
Objecie polskiego rolnictwa Wspólną Polityką Rolną poprawiło dochodowość produkcji rolnej i spowodowało wzrost cen ziemi rolniczej co wyraźnie świadczy o wzrastającym zainteresowaniu rolnictwem. Ale trzeba mieć świadomość, że w dłuższej perspektywie nie da się utrzymać blisko 1,5 mln gospodarstw w Polsce, a tyle otrzymuje dopłaty bezpośrednie. Część z nich to typowe gospodarstwa socjalne, które nie sprzedają na rynek, a jeżeli produkują to na własne potrzeby. Otrzymywane prze nie dopłaty są traktowane jako wsparcie socjalne. Tym gospodarstwom należy pozwolić funkcjonować aż sami ich właściciele dojdą do wniosku, że być może warto je sprzedać albo przekazać następcom i przejść na rentę rolniczą.
Taki proces zmniejszania ilości gospodarstw i powiększania innych jest procesem nieuchronnym, nie można go jednak sztucznie przyspieszać, ponieważ byłoby to rozwiązanie wymagające poniesienia dodatkowych kosztów przez polski budżet (właściciel gospodarstwa rolnego nawet najmniejszego i bez dochodów nie może się zarejestrować jako osoba bezrobotna i tym samym nie ma prawa do zasiłku).
5. Z Brukseli docierają do nas sygnały świadczące o tym, że Unia rozluźnia ograniczenia dotyczące produkcji rolnej. Pojawiła się zapowiedź likwidacji kwot mlecznych, a także np. zniesiono krytykowane przepisy dotyczące kształtu warzyw, w tym wyśmianego "prostowania ogórków". Czy to zapowiedź dalszej liberalizacji rynku rolnego ? Co to może oznaczać dla naszych rolników ?
Ostatni przegląd Wspólnej Polityki Rolnej (znany pod nazwą 'przeglądu zdrowia WPR") przyniósł zniesienie odłogowania ziemi rolnej (występowało to tylko w krajach starej Unii), powiększenie o 1% rocznie limitów produkcji mleka dla poszczególnych krajów do roku 2014 włącznie a od roku 2015 zapowiedź zniesienia limitów produkcji mleka. Coraz mocniej mówi się również o całkowitym oddzieleniu dopłat od produkcji co pozwoliłoby mocniej ukierunkować ją na potrzeby rynku. W negocjacjach w ramach Światowej Organizacji Handlu (WTO) coraz mocniej kraje trzecie będą naciskać na Unię aby otwierała swój rynek na towary z nich pochodzące.
Wszystko to oznacza zwiększenie konkurencji na rynkach rolnych, ale miejmy nadzieję także bardziej opłacalne ceny dla producentów rolnych. Ponieważ jeszcze przynajmniej przez 5 - 6 lat koszty wytwarzania w polskim rolnictwie będą wyraźnie niższe niż w krajach starej Unii to opłacalność produkcji rolnej w Polsce powinna się poprawiać.
6. Ostatnio w Polsce sporo mówi się o jeszcze jednym problemie związanym z rolnictwem ? o uprawie roślin i hodowli zwierząt genetycznie modyfikowanych. Zdaje się, że różne instytucje Unii chcą znieść jakiekolwiek ograniczenia w tym zakresie. Jaka jest pana opinia na temat organizmów modyfikowanych genetycznie (GMO) oraz naszych polskich interesów dotyczących tej kwestii ?
Polska do tej pory jest obszarem wolnym od upraw genetycznie modyfikowanych roślin (takie uchwały podjęły wszystkie samorządy województw) choć Komisja Europejska naciska na Polskę aby ograniczenia w tym zakresie zlikwidować. Osobiście uważam, że powinniśmy się przeciwstawiać tym naciskom i starać się aby Polska była krajem wolnym od GMO. Być może za jakiś czas okaże się, że to jeszcze jeden ważny atut polskiego rolnictwa i tym samym polskiej żywności.
7. Ekonomiści nie są zgodni co do przewidywanych skutków światowego kryzysu finansowego. Jedni twierdzą, że dotknie on nas w mniejszym stopniu niż w przypadku rozwiniętych krajów świata, inni uważają, że w podobnym zakresie. Jaka jest pana opinia w tej sprawie ?
Kryzys z rynków finansowych powoli przenosi się także do sfery realnej tj. do gospodarki. Także w Polsce coraz częściej słyszymy o przestojach przedsiębiorstw albo też wręcz o ograniczeniu zatrudnienia. Niestety nie najlepiej wróży to na rok 2009. Najprawdopodobniej wzrost gospodarczy w Polsce wyniesie ok. 2% PKB co w zestawieniu z blisko 7% wzrostem PKB w 2007 roku i ok. 5% w 2008 będzie zauważalne dla naszych budżetów domowych. Martwi mnie więc duży optymizm rządu, bo zdaje się że zagrożenia jakie niesie to spowolnienie dla polskiej gospodarki nie są doceniane. Wprawdzie ostatnio ogłoszono pakiet pomocy dla gospodarki wart 90 mld zł, ale są to głównie pieniądze wirtualne i taką będzie też pomoc. Rzeczywista pomocą byłoby na przykład wprowadzenie od 1 stycznia 2009 roku trzyletnich ulg inwestycyjnych dla wszystkich którzy w tym czasie przeznaczą pieniądze na inwestycje. Dałoby to silny impuls inwestycyjny dla polskiej gospodarki w sytuacji kiedy zmniejszy się konsumpcja i eksport, który do tej pory były głównym motorem wzrostu polskiej gospodarki.
8. Problem finansowanie polskiej służby zdrowia jest panu dobrze znany, bo przez wiele lat ? najpierw jako wojewoda radomski, a potem marszałek województwa ? stykał się pan z tym zagadnieniem na co dzień. Premier Donald Tusk zapowiada, że nigdy nie będzie już prostego oddłużania szpitali ? najpierw restrukturyzacja i program naprawczy, a potem pieniądze. Czy to słuszna polityka ? Mamy bowiem problem z naszymi szpitalami w regionie radomskim, z których wiele znów zaczyna tonąć w długach.
Trudna sytuacja w polskiej ochronie to nie skutek złego zarządzania placówkami ochrony zdrowia ale raczej niskiego finansowania tej dziedziny. Przeznaczamy ok. 3,5 % PKB na to finansowanie podczas gdy średnia w Unii Europejskiej to przynajmniej 4,5% PKB a w krajach starej Unii te nakłady są jeszcze wyższe.
Bez wzrostu tego finansowania przekształcenie samorządnych publicznych zakładów opieki zdrowotnej (SPZOZ) w spółki prawa handlowego oznacza że po roku ich funkcjonowania prezesi większości z nich będą musieli zgłosić ich upadłość. Falę upadłość w polskiej gospodarce już mieliśmy, ciągle ponosimy jej konsekwencje także w Radomiu. Nie chciałbym aby tak wielki eksperyment w ochronie zdrowia miałby być dokonywany na 38 milionach Polaków.
Mam nadzieję, że wsparcie dla szpitali nie będzie uzależnione od ich przekształcenia, że radomskie szpitale także z tej pomocy skorzystają. Szpital na Józefowie jest najnowocześniejszym szpitalem na Mazowszu (poza warszawskimi klinikami) corocznie przyjmuje znacznie więcej pacjentów niż wynikałoby to z jego kontraktów z Narodowym Funduszem Zdrowia trudno więc mi sobie wyobrazić żeby takie placówki mogły mieć poważne kłopoty finansowe.
9. Ciągle trwa polityczna wojna o łagodniejsze traktowanie Polski w kwestii emisji dwutlenku węgla. Czy ta batalia jest już przegrana ? Mamy chyba pierwsze symptomy tego, że słono będziemy płacili za ochronę środowiska. Urząd Regulacji Energetyki zatwierdził właśnie dotkliwe podwyżki cen prądu. Z kolei polskie cementownie dostały "zadyszki", bo masowo sprowadzany jest na nasz rynek cement z Białorusi, Ukrainy, a nawet Niemiec.
Obawiam się, że polski rząd zgodzi się na jakiś "zgniły" kompromis za który zapłacimy jako konsumenci prądu a jeszcze bardziej zapłaci za to nasz przemysł. Mamy energetykę aż w 95% oparta na węglu i jeżeli ten przemysł po roku 2013 czy jak to ma być w ramach proponowanego przez Francję kompromisu po roku 2020 będzie musiał kupować pozwolenia na aukcjach to ceny energii elektrycznej wzrosną co najmniej o kilkadziesiąt procent co oznacza koniec hutnictwa, przemysłu cementowego czy innych energochłonnych dziedzin wytwarzania w Polsce. Mam nadzieję, że każda propozycja Unii w tym zakresie jest dokładnie analizowana i że są na bieżąco szacowane jej skutki dla polskiej gospodarki. Ostatecznie w tej sprawie mamy prawo weta a to będzie oznaczało nieprzyjęci pakietu klimatycznego i brak sukcesu prezydencji francuskiej. Jest to jak się wydaje dostateczny argument aby propozycje dla Polski zostały rzeczywiście poprawione.
10. Zapowiedź wielkich pieniędzy, które mają dotrzeć do Polski w ramach programów unijnych z planu finansowania na lata 2007-13 rozbudziły wielkie oczekiwania w polskich samorządach. Tymczasem okazało się, że naprawdę duże pieniądze będą przeznaczane na wielkie programy kluczowe, zabraknie za to pieniędzy np. na remonty małych lokalnych dróg gminnych. Czy odpowiada panu struktura dystrybucji pieniędzy otrzymywanych z Unii Europejskiej ?
Polska w latach 2007 - 2013 ma możliwość otrzymania ponad 90 mld euro, jednocześnie wpłacając do budżetu UE ok. 25 mld euro. Największe środki to fundusze strukturalne ok. 67 mld euro z tego duża część trafią do samorządów województw dla województwa (mazowieckiego ok. 3 mld euro). To od ich polityki zależy, jakie środki trafia na infrastrukturę lokalną. Przypomnę tylko, że w strategii rozwoju województwa mazowieckiego są wyraźne zapisy dotyczące równoważenia rozwoju województwa, co oznacza, że różnice rozwojowe pomiędzy poszczególnymi częściami województwa powinny się zmniejszać a nie powiększać. Mam nadzieję, że rozdział środków finansowych będących w dyspozycji samorządu województwa będzie sprzyjał realizacji tej zasady.